O przypadłości przenoszonej drogą kropelkową

Na pewno znasz to uczucie: budzisz się rano i czujesz; jesteś przekonany, że to będzie dobry dzień. To dziś zrobisz te wszystkie rzeczy...


Na pewno znasz to uczucie: budzisz się rano i czujesz; jesteś przekonany, że to będzie dobry dzień. To dziś zrobisz te wszystkie rzeczy, które już od dawna odkładasz „na jutro” i będziesz superproduktywny. Wychodzisz z domu z uśmiechem na ustach, radośnie nucąc pod nosem ulubioną piosenkę z porannej playlisty. I nagle coś się dzieje. Spotykasz drugiego człowieka, który piorunuje Cię mroźnym spojrzeniem, na Twoje wesołe dzień dobry nie raczy nawet skinąć głową, a Ty jesteś tak rozbity zaszłym zdarzeniem, że jedyne na co Cię w tym momencie stać to skulenie się w sobie i nos na kwintę do końca tego fantastycznego dnia.

Nie odkryję nic nowego, jeśli powiem, że człowiek jest istotą społeczną. Uczyłam się już przecież o tym w podstawówce. Ostatnio jednak wyjątkowo dobitnie doświadczyłam konsekwencji tej cechy. Choć może nie tyle jej samej, co konsekwencji z niej płynących. Jesteśmy niesamowicie uzależnieni od otaczających nas osób. Niezależnie od tego, czy jesteśmy mniej lub bardziej podatni na wpływy osób trzecich, będziemy odczuwać zależności wynikłe z kontaktów z ludźmi. W tym momencie nie ma nic do rzeczy, czy jesteś introwertykiem, czy może nieco bardziej otwartym charakterem, każdy, bez wyjątku, podświadomie szuka kontaktu z drugą osobą. Dlatego właśnie, gdy z (szczerym!) uśmiechem na twarzy witam kolejnego klienta, a zamiast odwzajemnienia powitania słyszę jedynie ponure siatkę poproszę, mój poziom endorfin momentalnie drastycznie spada. Z jednej strony samolubnie złoszczę się w duchu, że ktoś musiał popsuć mój dobry dzień, z drugiej zaś po chwili przychodzi mi na myśl smutek, że to mnie nie udało się nic zrobić ze złym dniem tej drugiej osoby.

Co zatem? Myślisz pewnie, że powiem teraz zarażaj innych radością i uśmiechem, nawet jeśli w środku serce rozdziera się na połowę, a dusza płacze rzewnymi łzami. Nawet mnie, osobie nad wyraz śmiałej i otwartej nie pasuje tak ekstrawertyczna wskazówka. Mierz siły na zamiary i zamiast tego zwyczajnie zwróć uwagę na to, że chyba szkoda swoim złym humorem rozbijać komuś promienistą otoczkę dobrego dnia. I od razu malutkie sprostowanie, zanim jeszcze rozpocznie się na mnie publiczny lincz. Nie, wcale nie chodzi o to, żebyś mimo złych zdarzeń chodził z naklejonym na twarzy uśmiechem od ucha do ucha. Zamiast tego mam coś innego. Otaczaj się wartościowymi ludźmi i swoje gorsze chwile skatalizuj w coś dobrego dzięki energii, jaką odbierzesz od nich.


Swoją drogą, jeśli Cię na to stać, uśmiech na twarzy nic Cię nie kosztuje, a kto wie, kogo dziś zarazisz swoją dobrą przypadłością i poprawisz mu dzień.

PS: Pierwszy raz publikuję tekst bez uprzedniego przeczytania, szczerze Wam powiem, dziwne uczucie. Mam tylko nadzieję, że nie utraci on na uroku, nie będąc poddanym korekcie.

Zobacz również

0 komentarze