En face – ja o sobie

Ctrl+A Delete Jeszcze raz, od początku; to było słabe. A szkoda, bo pisząc ten tekst już trzeci raz, wcale sobie nie pomagam; moj...


Ctrl+A
Delete

Jeszcze raz, od początku; to było słabe. A szkoda, bo pisząc ten tekst już trzeci raz, wcale sobie nie pomagam; mojej prokrastynacji stało się zadość – posprzątałam już cały dom, przygotowałam folder ze zdjęciami do wydruku, obejrzałam dwa razy American Beauty i przyniosłam z ogródka świeże maliny, żeby dobrze mi się pisało.

Dzień później…

No tak, dziś, kiedy szczególnie chciałabym wypaść dobrze, znowu muszę nawalić, brawo Karo!
A tak, to ja. Dzisiaj jest ten dzień, kiedy kończę swój 21. rok życia.  I dotąd nie myślałam tak o tym, ale może to właśnie dlatego słowa nie wypływają spod moich palców, jak zwykły to robić w innych sytuacjach. Może to irracjonalny strach przed tym, że znowu coś się przede mną zamknęło i ten nieco bardziej realny, że zaczynam jednocześnie coś nowego.
Kończąc swoje osiemnaste urodziny nie byłam tak przejęta jak tedy, gdy wybiła mi dwudziestka. Dziś jestem starsza o kolejny rok.

Czy coś się zmieniło? Z pewnością niemało.
Moje włosy, zamiast siwieć, straciły swój srebrny odcień. Do tego nie są do ramion, sięgają już niemal łopatek. Poza dwudziestocentymetrowym odrostem, cieszą się też towarzystwem rozdwojonych końcówek i przepalonej keratyny.
Oczy zostały oszczędzone przez ząb czasu. No może z wyjątkiem konsekwencji ich nadmiernego przemęczania, z którymi już dawno miałam stawić się u okulisty.
Gdy wychodzę bez makijażu wciąż pytają mnie, czy jestem chora, a kupno wina na wieczorną imprezę bez dokumentów nie wchodzi w grę.
Jestem bogatsza o kilka nowych blizn i znamion. Uciekły mi za to jakieś dwa kilogramy, których i tak nie zauważam.
Te tutaj i masa innych drobiazgów składają się w jedną; nie dość, ale jednak; spójną całość -  M n i e.

W czym rzecz?
To ja dziś, 18. Sierpnia 2016 roku, o godzinie 07:26. Piję kawę, którą zaparzyłam przed chwilą w swojej nowiutkiej kawiarce –  prezencie urodzinowym od D. Siedzę w łóżku ze stałym towarzystwem; różowym kubkiem z Ikei, wakacyjnym podcastem, książką i moim kotem. Smakuję mojej czarnej z cytryną i  wyglądam przez okno, po czym wstaję i przeglądam się w lustrze. No cóż. Zasinienie pod okiem przypomina mi o tym, jak wczoraj na śpiąco ścierałam makijaż, a węzły na gumce aż krzyczą, żebym nie próbowała ich rozplątywania. Czas najwyższy zacząć dzień, ostatnio za dużo czasu marnowałam na przesypianie poranków. Biorę w dłonie swój wściekle różowy planner z flamingami i otwieram go na odpowiedniej stronie. Oczywiście, nie omieszkałam i tutaj przypomnieć sobie o tym, że się starzeję. Co na dziś? Opublikować post, odebrać paczkę z poczty, wstać wcześniej i wyjść na spacer… Momencik! Byłabym zapomniała o swoim prezencie urodzinowym. No to idę.

Dwa lata wstecz, a jakie zmiany...

No to słuchaj - Jest taka Karolina, może kojarzysz...

To Ona; 
roztrzepana i niedojrzała, w środku wciąż jak sześciolatka.
Za bardzo chce, by wszystko było naj,
za często obwinia się o to, że wcale tak nie jest.
Ta, która zawsze, gdy chce coś napisać, nigdy jej się to nie udaje;
a najlepsze myśli kleci w najbardziej nieodpowiednich momentach.
To ta, która ma milion myśli na sekundę, worek pomysłów na jedną rzecz
i zero motywacji, by to wszystko wykorzystać.  
Z jednej strony uzależniona od ludzi, którzy tak ją fascynują,
z drugiej zaś tylko Ona jedna wie, co tak naprawdę się w niej kryje.
Tak bardzo lubi banały, którymi często dla zabawy obraca, rozwija i tworzy na nich coś swojego.
Okrutnie w siebie zapatrzona, czego dowodem jest obecna długość tego tekstu.
Nie liczy już kilogramów i choć bardzo by chciała, wcale nie żyje tak zdrowo jak powinna.
Nie pamięta najważniejszych dat, a o rocznicach wciąż przypomina jej mama.
Śmieje się z głupot i wzrusza z byle powodu;
Przejmuje się błahostkami i przeżywa najdrobniejsze wydarzenia.


Ale ponadto, wbrew wszystkiemu i na przekór cieszy się życiem ot tak. A móc powiedzieć Tak, jestem szczęśliwa w wieku 21 lat jest dla mnie najlepszym prezentem urodzinowym, jaki mogłabym sobie wymarzyć. Zatem dziękuję; sobie, wszystkiemu i wszystkim, co (kto) miało jakikolwiek wkład w to, że jestem tu, gdzie jestem.

Zobacz również

0 komentarze