Jak naprawdę cierpimy?

Tekst, który miał ukazać się dziś nadal tkwi w roboczych, nie ukaże się dziś. Zamiast niego mam dla Ciebie coś bardzo odmiennego. I jeś...


Tekst, który miał ukazać się dziś nadal tkwi w roboczych, nie ukaże się dziś. Zamiast niego mam dla Ciebie coś bardzo odmiennego. I jeśli zakładasz, że naładujesz się po nim pozytywnie, poczujesz się lepiej... Jak najszybciej go wyłącz. Albo nie, zostań. Poczekaj i zobacz, co mam Ci dziś do przekazania. Jak wspomniałam, nie będzie to motywująco nastrajający tekst. Ale będzie w nim dużo prawdy. A prawda jest potrzebna. Zatem bądź tu jeszcze przez chwilkę.

Na pewno nieraz słyszałeś, że cierpienie uszlachetnia człowieka, a łzy i gorycz to nieodłączny element ludzkiego egzystowania. Oklepane, nieprawdaż? Jednak słysząc takie frazy, pewnie na nie przystajesz i kiwasz głową z aprobatą, no bo przecież „coś w tym jest”. Ja też tak robiłam. Ba, przychodziło mi to z taką łatwością, że teraz aż sama się sobie dziwię. No bo jak sobie z tym bólem radzisz, gdy przychodzi bezpośrednio do Ciebie? Czy wtedy myślisz o tym, że cierpienie uczyni Cię srebrnym człowiekiem? Czy może też serce rozpada Ci się na miliony kawałeczków i sam nie wiesz, od czego zacząć, żeby je poskładać? Sam dobrze znasz odpowiedzi na te pytania.

Ciężko odnosić się do czegoś obiektywnie, gdy dotyczy cię to bezpośrednio. Świeżość ran sprawia ból, przez co człowiekowi bardzo trudno jest zachować dystans. Jak więc sobie z tym poradzić? Jak odejść od prawdziwego oblicza trudnych chwil i zbliżyć się choć o cal do wygloryfikowanego ideału cierpienia?

Myślę i myślę. Myślę już dobre pół godziny. I wymyśliłam. Największy banał ze wszystkich frazesów na ten temat. Czas leczy rany. Nie ma cudownego środka, który uleczy Twoją zranioną duszę i sprawi, że będziesz jak nowy. Nie ma gumki, która wymazałaby Ci pamięć, a wraz z nią te wspomnienia, których wolałbyś nie pamiętać. Jedyne, co może Ci pomóc to upływ czasu. Więc nie szarp się ze sobą na siłę, próbując odciąć się od tego, co Cię prześladuje. Zamiast tego przeżyj  najdłuższe noce bez grama snu, płacz, ile tego potrzebujesz i przede wszystkim: żyj. Ten czas, choć teraz nie widzisz jego wartości, nauczy Cię żyć na nowo. I pomoże Ci znowu się cieszyć. Tylko pozwól mu działać.


Czytam ten tekst od początku i widzę, jak ewoluował z żywego upustu emocji w nieskładną autoreceptę. Nie wiem czy dobrze to czy źle, widzę jak wiele w nim niedociągnięć, ale zostawiam go takim, jakim jest. Szczerym, z serca. Może ta otwarta refleksja skłoni i Ciebie do zastanowienia.

-----

Dobranoc S.

Zobacz również

0 komentarze