Bo lubię mówić dobrze

Uwielbiam poranne wizyty w piekarni na Bronowickiej. Zanim odkryłam ich czar, zawsze wyręczałam się panem D. Nie zdawałam sobie sprawy,...



Uwielbiam poranne wizyty w piekarni na Bronowickiej. Zanim odkryłam ich czar, zawsze wyręczałam się panem D. Nie zdawałam sobie sprawy, że zwyczajne wyjście po bułki może dodać mi tyle energii na resztę dnia. A jednak; uśmiech i życzenia Miłego dnia, jakimi zawsze raczy mnie pani ekspedientka działa lepiej niż tabletki na ból głowy, syrop na kaszel i maść na ból d*upci razem wzięte.

Żyję w przeświadczeniu, że dobro wraca. I to podwójnie. Od pewnego czasu zaczęłam aktywnie wdrażać tę dewizę w moje życie. Jak? Nie boję się już uśmiechać się do obcych na ulicy, z uśmiechem dziękuję, gdy kasjerka podaje mi paragon i staram się jak najczęściej wprost zwracać uwagę na to, czym ktoś mnie zachwycił.

I tak, reakcje są różne. Zwłaszcza, gdy stroną takiej interakcji jest nieznajomy. Nie każdy odwzajemni życzliwość, niejeden będzie  zakłopotany, inny nie zwróci na to uwagi. Ale jeszcze inny może Cię szalenie zaskoczyć. Tak jak mnie pani Halinka. Żałuję, że od siebie mam do niej szmat drogi, bo bywałabym tam codziennie. Śmiem twierdzić, że zaczynając dzień od nakarmienia się tak szczerą radością, nie miewałabym tych złych (a przynajmniej zdarzałyby się duuuużo rzadziej!)

Brakuje mi bardzo takich ludzi, którzy przełamywaliby schemat Polaka – wiecznego malkontenta. Bo im więcej patrzę, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to smutne stwierdzenie jest faktem o naszym narodzie. Mniejsza już o genezę i pobudki tego ciągłego niezadowolenia, Polacy to straszne smutasy. I nie mam tu na myśli introwertyków. Mówię o tych, którym po prostu zawsze coś nie pasuje. Taka to już nasza mentalność - bardzo ciężko jest nam zauważyć to, jak wiele już osiągnęliśmy, bo wciąż, z tęsknotą wpatrujemy się w to, czego jeszcze nam brak.

A w tym wszystkim nie ma już miejsca na zwrócenie się do kogoś obok. Nie mówimy sobie dobrze. A gdy już to się zdarzy, nasze komplementy zwykle są oklepane, niedoprecyzowane i w sumie to takie… bezwartościowe. Wiem, stąpam teraz po cienkim lodzie. Ale poczekaj, spójrz na to jeszcze raz. Czy nie mam aby odrobiny racji? I tak; koło wóz napędza – zapominamy o innych i często mamy problem z przyjęciem dobroci, jaka przypadkowo nas spotka – stąd też wspomniane już przeze mnie zakłopotane zachowania czy brak akcji zwrotnej.

Wiesz dlaczego fascynują mnie śródziemnomorskie podróże? Czemu zakochałam się we Włoszech od pierwszego wejrzenia? To ludzie, radość i optymizm jaka z nich bije działa na mnie jak magnes, sprawia, że mogłabym tam zamieszkać. Gdziekolwiek. Byleby tylko móc czerpać z obecności takich osób. Bezimienny tłum przestaje być tylko tłumem; przekształca się w motor napędowy, który daje ogrom siły i energii do życia.

Lubię mówić ludziom dobrze. Lubię, kiedy nieśmiało uśmiechają się do mnie, dziękując. Gdy w ich oczach widać szczerą wdzięczność i prawdziwą radość. Lubię to, że dzięki drobnym szczegółom mogę mieć wpływ na samopoczucie drugiego człowieka, że mogę coś zmienić. A jak już zmieniać świat to tylko na lepsze! Bo sens człowieczeństwa spełnia się w społeczeństwie, a żyć dla kogoś to znacznie więcej niż żyć tylko dla siebie.


Jeśli chcesz zerwać tę uporczywą łatkę męczyduszy, spróbuj spojrzeć na świat oczami dziecka – pełnymi fascynacji i prostolinijności. Choć nie jestem typem matki polki, a dzieci częściej wprowadzają mnie w stan paniki, aniżeli rozczulenia, tej jednej cechy mogę im pozazdrościć. Ten mały człowiek, nieskalany jeszcze zepsuciem współczesności bierze z życia garściami i choć dopiero się go uczy, robi to najlepiej jak potrafi. To dlatego dorośli tak się rozpływają na widok roześmianej blondyneczki z wielkim lizakiem w ręku, która głośno mówi Dzień dobry każdemu, kogo spotka. W głębi duszy, gdzieś na dnie tęskno nam do takiego postrzegania rzeczywistości. Dlatego brnij do zmiany na tym polu, a zauważysz, że dobro wraca.

Zobacz również

0 komentarze