W szczegółach piękno

Poniedziałkowy poranek okazał się dla mnie najpiękniejszym dniem, jaki ostatnimi czasy udało mi się przeżyć. Bo ptaki śpiewały tak gło...



Poniedziałkowy poranek okazał się dla mnie najpiękniejszym dniem, jaki ostatnimi czasy udało mi się przeżyć. Bo ptaki śpiewały tak głośno, że brakowało tylko szalonego tańca na środku ulicy, a wiatr wiał tak delikatnie, że idealnie chłodził mnie podczas żwawego marszu. Że pies sąsiadki przywitał mnie w półmetrowych podskokach, a trawa wreszcie zaczęła się zielenić. Że do mojego pokoju wpadają w końcu piękne promienie słońca, a w tle rozbrzmiewa stara piosenka Roberta Jansona. To wszystko razem w kupie sprawia, że po prostu chce mi się żyć.

Odkąd zaczęłam zauważać szczegóły, które dla wielu będą błahostką lub niepotrzebnym zawracaniem głowy, żyje mi się lepiej. Teraz wyznacznikiem dobrego dnia nie są udane zakupy enty raz z rzędu. Gdybym miała do wyboru to albo odwzajemniony uśmiech przypadkowego przechodnia, bez zastanowienia wybrałabym to drugie. Tak, jestem z tych, co idą ulicą, uśmiechając się szeroko i oczekują reakcji z zewnątrz. Gdy mam taki dzień, mój humor przeważnie przeskakuje na jeszcze wyższy level, bo to, co otrzymuję od drugiej osoby nie tylko zaskakuje, ale nieopisanie podkręca samopoczucie na resztę dnia.

Mówią, że nie ma recepty na szczęście. To ci dopiero bzdura! Nie dość że istnieje to do tego jest tak banalna, że wielu nawet nie zdaje sobie z niej sprawy. To najprostsza radość z życia tu i teraz. Bo przecież dzień jest dziś taki piękny, a babcia znowu upiekła Twój ulubiony placek z kruszonką, który pochłoniesz w przeciągu najbliższego popołudnia. A do tego jeszcze znowu świetnie trafiłaś ze smakiem nowej herbaty i nie możesz przestać jej pić. Czy to nie wspaniałe? A nie mówiłam? Sam widzisz.

Jeśli jednak wpadłeś w euforię, że od tej chwili zaczniesz przeżywać życie w taki sposób, a dzięki temu nic złego Cię nie spotka, muszę ostudzić Twoje emocje. Chociaż? Może wcale nie. Bo o ile codzienny zachwyt i prosta radość z tego, co wokół Ciebie nie zbawi Cię od trudniejszych doświadczeń życia, o tyle na pewno pomoże Ci je przetrwać. Bo gdy już nauczysz się dostrzegać we wszystkim dobre aspekty, w momencie zwątpienia będzie dużo łatwiej się z niego wydostać.

Moje konkluzje nie są ani odkrywcze ani nowatorskie. Są powtórzoną przeze mnie (i innych) kolejny raz treścią. Czy to źle? Hmm, zawsze myślałam, że powtarzanie się jest oznaką braku elokwencji i powinnam z tym walczyć. Ale wczoraj trafiłam na te słowa: „Ktoś powiedział, żeby nie martwili się ci, których podejrzewają, że mówiąc, za bardzo się powtarzają. Dlatego że nikt tego, co mówił, nie powtarza dokładnie. Zawsze powie coś nowego. Poza tym: jeśli powtarza, to powtarza coś dla siebie ważnego.” Ks. Twardowski zawsze był dla mnie inspiracją, lecz z reguły na tyle odległą, że nie zgłębiałam jego słów dość dokładnie. Trafiłam na książkę z jego myślami podczas ostatniego spaceru po księgarni i poczułam, że powinnam zabrać ją ze sobą. Czytając jego słowa jedynie utwierdzam się w przekonaniu, że tak miało być, a ten właśnie fragment jest idealnym dopełnieniem dzisiejszej refleksji.

Zobacz również

3 komentarze

  1. Ale motywacyjny i świetny tekst! Bo życie jest do tego, żeby cieszyć się małymi rzeczami :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem typem osoby, która potrafi się cieszyć codziennością i drobnostkami (co prawda drobnostki też w łatwo wyprowadzają mnie z równowagi), ale dzięki takiej niewymuszonej radości na co dzień żyje mi się naprawdę lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też staram się cieszyć malutkimi rzeczami. Tyle piękna na tym świecie, nie warto go przegapić :)

    OdpowiedzUsuń