Zmęczenie materiału - Tajemny Ogień C.J. Daugherty i Carina Rozenfeld

W ciągu ostatnich kilku miesięcy przez moje ręce przewinęło się całkiem sporo książek młodzieżowych. Jedne były lepsze, innych lepiej ni...



W ciągu ostatnich kilku miesięcy przez moje ręce przewinęło się całkiem sporo książek młodzieżowych. Jedne były lepsze, innych lepiej nie wspominać; niemniej jednak całkiem przyjemnie mi się je czytało. Bardzo potrzebowałam tego odprężenia, a czasem wręcz zbytniego niemyślenia nad tym co czytam, dlatego też ten gatunek często mi towarzyszył. Wszystko było w porządku, niestety do czasu. Do przewidzenia było, że w końcu musi nastąpić zmęczenie materiału.

„Taylor Montclair (Anglia) 
Pewnego dnia wybuch złości Taylor powoduje, że przedmioty wokół niej zmieniają swoje położenie, a silne emocje zakłócają przepływ elektryczności. Dziewczyna poznaje szokującą prawdę o swoim pochodzeniu. Dowiaduje się, że drzemie w niej tajemny ogień
Sacha Winters (Francja) 
Setki lat temu na stosie spłonęła alchemiczka, która rzuciła klątwę na trzynaście pokoleń pierworodnych synów z rodu jej zabójców. Sacha jest trzynasty – za osiem tygodni ma umrzeć. Na świecie jest tylko jedna osoba, która może mu pomóc.” (źródło: Wydawnictwo Moondrive)

Siedzę już jakieś dwadzieścia minut i nie wiem od czego zacząć. W sumie co to za różnica; jedna, druga trzecia – dobre strony; jedna, druga, trzecia  - te złe. Właśnie. Sęk w tym, że tu nie ma takiego rozgraniczenia.
No, ale moment, jak to? Przecież tak nie może być? To w końcu podobała mi się czy nie? Hmm, no i tak i nie. To znaczy; było w porządku. Ale czy książka ma być „w porządku”?

Jak już wspominałam, wiem dokładnie co mi zaszkodziło. Dawniej czytałam różne książki na zmianę – dzięki temu wszystko było wyważone. Teraz ta naprzemienność wygląda nieco inaczej to znaczy, że czytam jeden gatunek do porzygu i zmiana. Tak się zachowując, sama sobie szkodzę, wiem, ale cóż poradzę? W końcu czyta się to, na co ma się ochotę, tak? Żałuję tylko, że za późno sobie o tym przypomniałam, bo odbiór Tajemnego ognia byłby zapewne dużo bardziej pozytywny w innym momencie.

Z książkami C.J. Zetknęłam się po raz pierwszy podczas lektury Wybranych. Zarówno pierwsza jak i druga część serii Nocna Szkoła przypadły mi do gustu. Było to jednak na samym początku mojej „fazy” na książki młodzieżowe Tak się próbowałam odmłodzić, żeby zapomnieć, że to już 21 lat. Tajemny Ogień to projekt Daugherty w duecie z francuską pisarką, Cariną Rozenfeld. Jak dowiedziałam się na targowym spotkaniu z autorką Wybranych, to właśnie Rozenfeld była pomysłodawcą tej kooperacji – wysłała do Christi pierwszy rozdział, który napisała. Nie spodziewałam się rozczarowania, bo wiedziałam jak wiele potrafi Amerykanka. I rzeczywiście, nie doznałam zawodu. Jednak sęk w tym, że ciężko powiedzieć mi cokolwiek, co nie zabrzmiałoby dziwnie. Książka po prostu padła ofiarą mojego znużenia. Ale już tłumaczę.

Fabuła, jak się tego spodziewałam, była naprawdę ciekawie skonstruowana. Anglia, Paryż. Dziewczyna, Chłopak. Ofiara, wybawiciel. A może pomieszałam kolejność? Nieważne. Wszystko składało się w spójną i przyjemną całość. Pomysł też był niczego sobie, chociaż poszłabym o zakład, że gdzieś to już czytałam. Niemniej jednak, przyjemnie spędziłam czas przy Tajemnym Ogniu, A Sacha i Taylor to bardzo interesujące postaci. Ale to byłoby na tyle. Żadnych wzruszeń, westchnień. Brak cytatów, które tradycyjnie już wstawiam potem do tekstu. Więc w czym rzecz?  No tak, mówiłam to już kilka razy. Po prostu przeszło mi z młodzieżówkami.


Ciężko wyrazić mi zarówno aprobatę jak i jej brak, gdy myślę o dziecku duety Daugherty&Rozenfeld. Może to taka mała sugestia od mojego ja w środku, że czas dorosnąć? Drugi rok studiów tak dojrzałego kierunku co Ty pleciesz, dziecko?! do czegoś zobowiązuje. Zdaję sobie sprawę, że opinia ta recenzją nazywać się nie powinna. A o tym, czy powinniście sięgnąć po ostatnią książkę Daugherty najlepiej przekonacie się sami.

Tytuł: Tajemny ogień Tytuł oryginału: The Secret Fire Autor: C.J. Daugherty, Carina Rozenfeld Wydawnictwo: Moondrive (Otwarte) Moja ocena: 6/10

Zobacz również

7 komentarze

  1. Ja tez staram się czytać różne książki, aby nie wystąpiło "żmęczenie materiału" :) "tajemny ogień" mnie już od dawna fascynuje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszyscy tak polecają, ocena 10/10 i w ogóle i tutaj takie zaskoczenie! Mimo to; powieść nadal mnie fascynuje ;)
    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już wspominałam, to zapewne moja wina, dlatego najlepiej samemu się o tym przekonać :) Zatem miłej lektury xx

      Usuń
  3. A ja pomimo Twojej dość chaotycznej recenzji, zupełnie Cię rozumiem. Jesteśmy w takim samym wieku, ale myślę, że to nie jednak wiek decyduje o tym, kiedy powieści młodzieżowe przestają nam się podobać. Bo mnie się nigdy nie podobały i zawsze pragnęłam czegoś "więcej" od takiej lektury. Ale zdarza mi się, owszem, czytać takowe. Tylko w tym konkretnym gatunku - bardzo rzadko. Bo w tym przypadku zmęczenie materiału nastąpiło dobre parę lat temu ;) Ale co zrobić, jeśli i tak do niektórych serii mnie ciągnie, tak po prostu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się cieszę, że jest ktoś, kto mam tak jak ja <3
      Dokładnie, też uważam, że wiek rzadko ma tutaj coś do rzeczy; najważniejsze, żeby z lektury płynęła przyjemność, a to co ktoś czyta to już jego wybór :)

      Usuń
  4. Ja również staram się czytać różne gatunki na zmianę, żeby się nie znudzić ;) Ta książka ciekawi mnie już od długiego czasu. Często sięgam po młodzieżówki, więc mam nadzieję, że przypadnie mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozumiem Cię, mi też czasami przychodzi takie zmęczenie materiału, dlatego staram się trochę mieszać gatunki. Ze swojej strony polecam klasykę - wiele tam świeżości, wbrew pozorom :D
    No, a z młodzieżówkami mam tak, że mnie ciągnie, recenzje kuszą, a jak już sięgnę to często się rozczarowuję. Ale ja to w ogóle jestem stara baba w porównaniu do Ciebie, więc może powinnam kompletnie z nich zrezygnować :P

    OdpowiedzUsuń