Podsumowanie listopada

Na przekór wszystkim, którzy tak narzekają na ten miesiąc, dla mnie listopad był naprawdę fantastycznym czasem. Z dnia na dzień coraz ba...



Na przekór wszystkim, którzy tak narzekają na ten miesiąc, dla mnie listopad był naprawdę fantastycznym czasem. Z dnia na dzień coraz bardziej utwierdzam się w tym, że to jednak jesień jest moją ulubioną porą roku. Nigdy nie mogłam zdecydować, bo każda miała coś w sobie, ale obecny okres jest dla mnie po prostu idealny. Bo co może być lepszego oprócz pysznej aromatycznej kawy, wygodnego kawiarnianego fotela i ulubionej książki? Otóż to. 

Mimo, że obawiałam się spadku mojej aktywności czytelniczej z racji drugiego (już!) miesiąca akademickiego, wcale nie było źle. Powiem więcej. Zdecydowanie lepiej niż podczas pierwszej połowy wakacji, kiedy to miałam masę wolnego czasu. Porównując trzy minione miesiące również zauważyć można niewielki progres, także jest dobrze! A co takiego działo się u mnie w listopadzie? Już Wam przybliżam.

KSIĄŻKI



W tym miejscu jestem z siebie szczególnie dumna. Nie tylko dlatego, że ilość przeczytanych książek skoczyła do góry o jedną, ale przede wszystkim z tego powodu, że w przeważeniu były to książki z ilością stron oscylującą wokół magicznej liczby 500. Jednostkowo, może nie jest to imponujący wynik, ale łącznie daje to całkiem ładną sumkę. Ku mojemu szczęściu tytuły czytane w listopadzie były bardzo dobre lub dobre (z jednym małym wyjątkiem), więc ciężko mi wybrać tą najlepszą. Jeżeli jednak musiałabym się zdecydować, mój wybór padłby chyba na Zapytaj księżyc, której recenzja wisi już na blogu tutaj. Poza tymi pięcioma zaczęłam również dwie inne - Króla wron i Próbę. Jednak nie dobrnęłam do końca, więc pojawią się zapewne już w kolejnym podsumowaniu.

FILMY



Tutaj przeciwnie do poprzedniej rubryki, nie ma czym się chwalić. Ani ilość, ani też jakość filmów nie powala. No, może jedynie w przypadku Stań przy mnie możemy mówić o dobrym kinie. Kontynuacja Listów do M, wbrew wszelkim zawodom, również mi się podobała, jednak nie da się ich zaliczyć do kina ambitnego. Nie wspominając już o kolejnej części Teda, która była totalnym nieporozumieniem.

SERIALE



Jedyne co ciśnie mi się tu na usta, to stwierdzenie, że tradycji musiało stać się zadość. Normą jest, że śledzę na bieżąco przygody Sheldona i reszty, która wcale nie jest tak ważna jak on. Przyjaciele już niedługo się ze mną pożegnają, jako, że kończę ósmy sezon (smutki...). Nowością dla mnie tym razem jest serial Fargo. To kryminalna produkcja z fenomenalną grą aktorską powszechnie lubianego Martina Freemana. I mimo, że za mną dopiero dwa odcinki, to już czuję się wkręcona!

MUZYKA

Moje listopadowe perełki opierały się głównie na ulubionych piosenkach z kilku albumów. Mikromusic Matka i żony - bo koncert. One Direction Made in the A.M. - dlaczego? Nie wiem, sama jestem zdziwiona, ale naprawdę ta płyta jest fantastyczna. Pentatonix - tutaj nie podaję konkretnego albumu. W okresie jesienno - zimowym po prostu przychodzi taki czas, że muszę ich posłuchać (nawet w tej świątecznej wersji). Aa, oczywiście Destiny's Child i nieśmiertelna Queen B - bo tak. Gdzieniegdzie przewijają się jeszcze pojedyncze single, które szczególnie wpadły mi w ucho tym razem. Hm.. Zatem miłego słuchania!
I tutaj (choć dopiero dziś, ale lepiej późno niż wcale) wpadłam na świetny pomysł jak dzielić się z Wami moimi muzycznymi zachwytami danego miesiąca. Nic prostszego - playlisty miesięczne!
Myślę że taka forma, będzie najbardziej praktyczna ;)

INNE


Od razu muszę przeprosić za koszmarną jakość zdjęcia - inaczej się nie dało. Mam nadzieję, że jednak mi to wybaczycie. Co do samego koncertu, powtarzać chyba już nie muszę, jak było fantastycznie. Muzyka Mikromusic od zawsze była mi bliska, więc jak tylko dowiedziałam się o wydarzeniu, od razu wiedziałam, że muszę się tam zjawić. I mimo przeciwności losu (byłam już bliska tego, żeby jednak nie iść) udało mi się ostatecznie dotrzeć. I bardzo bym żałowała, gdyby jednak nie wyszło, dlatego radość jest podwójna. Najnowsza płyta zespołu - Matka i żony to zdecydowanie mój ulubiony album na chwilę obecną. 

Jak można było poczytać wyżej, sporo się działo. I już teraz wiem, jak bardzo chaotyczny jest ten wpis, ale spowodowane jest to właśnie ogromem wszystkiego, a jakiekolwiek ogarnięcie tego było dla mnie dziś nie lada wyzwaniem. Jestem bardzo ciekawa jak Wam minął te ostatki jesieni? Koniecznie dajcie mi znać na dole ;)


Zobacz również

11 komentarze

  1. U mnie listopad trochę depresyjny, ale też się sporo działo. Mam jednak nadzieję, że grudzień będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że Twój listopad był naprawdę udany. Życzę, aby w grudniu było równie dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam jesień, większość osób się temu dziwi — a ja dziwię się im! ;) Mam nadzieję, że i grudzień będzie dla Ciebie udany. :)

    Erna

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojejku, gratuluję Ci wyników w listopadzie :) U mnie było nieco gorzej - to efekt nawału pracy w szkole, ale liczę na to, że grudzień okaże się nieco spokojniejszy i będę mogła chociaż odrobinkę więcej poczytać :) Mam również nadzieję, że uda nam się kiedyś spotkać w Krakowie, chociaż raczej niestety nie przyjadę na święta, a po Nowym Roku od razu wracam do szkoły :(

    Pozdrawiam i życzę jak najbardziej udanego grudnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie w grudniu, to może już w przyszłym roku :) W końcu musi się udać ;)
      Dziękuję, buziaki :*

      Usuń
  5. Listopad - praca i nauka na zmianę, na nic więcej nie ma czasu. Mam nadzieję że teraz będzie lepiej! :) Jestem pod wrażeniem ile książek zdążyłaś przeczytać :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój listopad zdecydowanie do najlepszych nie należał - przez większość czasu byłam chora i leżałam w łóżku. Jenak to wcale nie było takie złe ;) Najgorsze było to, że zupełnie nie miałam siły na czytanie :(
    Pozdrawiam, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
  7. Już druga osoba pisze, że miała fantastyczny listopad. -.- To bardzo, bardzo irytujące, zważywszy na to, że mój listopad do takiego nie należał. Ale tak jest, że jak jeden ma lepiej, to inny musi mieć gorzej, i tak na zmianę ;P. Nigdy nie będzie tak, że dla wszystkich będzie cudownie. Wyniki czytelnicze masz naprawdę imponujące (ja wolę swoich nawet nie przytaczać, bo zalatuje "żenuła" :P). Jeśli chodzi o filmy, to zaczęłam oglądać Teda 2, ale po jakiejś chwili zrezygnowałam, uznałam, że to nie na moją głowę. Jedynka była "jak cie mogę", ale dwójka zupełnie do mnie nie przemówiła i nie wciągnęła... Słyszałam wiele opinii o drugiej części Listów do M, pewnie sobie go włączę przed świętami, by wprawić się w świąteczny nastrój :). Twoja lista muzyczna nic mi nie mówi, nie słyszałam żadnego kawałka, i wątpię, bym coś sobie włączyła na YT, ponieważ ostatnio namiętnie słucham RFM Classic, którym zaraziła mnie Tirindeth ;P
    Jeśli chodzi o mój listopad... Możesz "podziwiać" moje wyniki u mnie na blogu :P. Są... powalające... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, Kontynuacja "Teda" w porównaniu z jej pierwowzorem to niebo a ziemia..
      Zaraz wpadam! ;)

      Usuń
  8. bardzo lubię całą płytę, choć teledysk "Krystyno" może mrozić krew w żyłach ;)
    jak Zafon? od czasów "Cienia wiatru" nic nie przeczytałam tego pana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, klip jest bardzo hmm.. ekscentryczny :)
      Co do "Mariny" odsyłam tutaj: http://niekulturalna-o-kulturze.blogspot.com/2015/11/nienawidze-cie-ale-tylko-troche-marina.html
      Pozdrawiam ;)

      Usuń