Nienawidzę cię. Ale tylko trochę. - Marina Carlosa Ruiza Zafóna

Biegniesz przed siebie. Nie oglądasz się, pędzisz co sił w nogach. I nagle Twoim oczom ukazuje się mglisty obraz, jakiego nigdy wcześnie...



Biegniesz przed siebie. Nie oglądasz się, pędzisz co sił w nogach. I nagle Twoim oczom ukazuje się mglisty obraz, jakiego nigdy wcześniej byś nie zauważył. Dom. Stara rudera. Podupadająca ruina. Wchodzisz do niego, a wraz z przestąpieniem progu coś się dzieje. Twoje życie już nie będzie takie samo.

"Jesteśmy istotami kruchymi. Przemijamy. Zostają po nas tylko dzieła, dobro lub zło, które czynimy innym."*

Zafón dał mi się poznać ładnych kilka lat temu. W moje ręce trafił wtedy jego debiut literacki; Książę mgły. Zatem jego debiut stał się także moim debiutem; pierwszym razem z jego piórem. Pamiętam, że mając wtedy te szesnaście lat z miejsca pochłonęłam książkę. I jak później dane mi było się dowiedzieć, Książę był, według mas, najsłabszą książką autora.
Nie mogłam się zdecydować, co mam przeczytać, a że u Zafóna podobno gorzej już nie będzie, moja ręka powędrowała za szarą okładką. Zdejmując z półki Marinę, która kurzyła się tam przez dość spory okres czasu, w sumie nie myślałam nic. Wiedziałam tylko, że zawieść się nie mogę. Szczęśliwym trafem złożyło się tak, że moje przeczucie się spełniło.

"Ocean czas - chcemy czy nie - zawsze zwraca nam to, co w nim kiedyś pogrzebaliśmy."*

Młody Óscar Drai, mieszkaniec barcelońskiego internatu ma wścibską naturę. Przemierzając wąskie uliczki, zachwyca się pięknem dorobku jego ukochanego miasta. Na jednej ze swoich wypraw trafia na coś, co niczym rzucony urok oczarowuje go. Oniryczny widok opuszczonego (jak myślał) dworu tak go hipnotyzuje, że nie potrafi odmówić sobie wejścia do niego. Gdy zachodzi tam kolejnego dnia spotyka dziewczynę, która zakręciła nim jeszcze bardziej niż zdarzenia minionego dnia. Marina, bo tak na ma imię, pokazuje chłopakowi opuszczony cmentarz, a to, co się na nim wydarzy od tej chwili wspólnie próbują rozwiązać.

" Ile kto ma cierpliwości, tyle ma mądrości (...) i wrzodów na ogonowej kości."*

Nie chcę mówić za dużo, bo Marina to jedna z tych powieści, które najlepiej się czyta, gdy nic się o nich nie wie. Dlatego zakreślając jedynie początek tworzę sobie wstęp do potoku słów, jaki kłębi się w mojej głowie po lekturze Zafóna.

Chyba cieszę się, że nie przeczytałam tej książki w momencie, gdy ją dostałam. Było to (jak z Księciem Mgły) cztery lata temu. Biedna odleżała swoje na półce, jednak po wszystkim mogę stwierdzić, że tak jak się stało, jest w porządku. Wszystko dla tego, że ta książka naprawdę mnie przestraszyła. Nie czytam horrorów i Mariny nie mogę zaliczyć do tego gatunku, jednakże faktem jest, że posiada ona wyraźne elementy charakterystyczne dla literatury grozy. Utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że dreszczowce nie są mi pisane, a taka doza gęsiej skórki zdecydowanie mi wystarczy.

"Natura jest niczym dziecko bawiące się naszym życiem. Znudziwszy się popsutymi zabawkami, porzuca je i zastępuje nowymi. To my musimy pozbierać części i naprawić szkodę."*

Coś jednak musiało być w tej książce, skoro mimo wytrzeszczonych z przerażenia oczu, strona za stroną zagłębiałam się w tę historię. No jasne. Język. Zafón ze swoim talentem wygrał życie. I moje serce. Ja po prostu uwielbiam jego styl. Bardzo często w swoich recenzjach zwracam na niego uwagę. Każdy pisarz ma w sobie coś, czym się charakteryzuje. Wielu robi to naprawdę dobrze. Ale Zafón jest chyba nie do pobicia w tej kwestii. Unikalność pióra tkwi chyba w tym, jak sentencjonalny jest jego język.  Jak widać na wyżej załączonym obrazku (i w wyjątkowej mnogości zamieszczonych cytatów), rozwijać chyba nie muszę tego, jak wiele myśli zachowałam dla siebie.

Historia, mimo, że prosta, jest również mocną stroną tej lektury. Punkt wyjścia wydawał mi się wręcz banalny, jednak całość odebrałam zdecydowanie bardziej entuzjastycznie. Sam początek wydawać się może nieco ciężki. Jednak gdy przebrniemy przez pierwsze pięćdziesiąt stron – obiecuję – ciężko będzie się oderwać.

"Kto nie wie, dokąd zmierza, nigdy nigdzie nie dojdzie."*

Do czego mogę się przyczepić to fakt, że główni bohaterowie niekoniecznie do mnie trafili. Mimo, że Óscar i Marina napędzali całą akcję i bez nich książki by nie było, to same ich sylwetki wydawały mi się trochę mdłe i potraktowane odrobinę po macoszemu.


Na koniec powiem tylko tyle. Nawet jeżeli historia miałaby Ci się nie spodobać, weź ją do ręki i zastanów się. Bo Marinę warto przeczytać. Zwłaszcza dla czarującego klimatu katalońskiej stolicy i słownej uczty przy stole u Carlosa.

"Z czasem wcale nie stajemy się mądrzejsi, stajemy się tylko bardziej tchórzliwi."*

* - cytaty z książki


Tytuł: Marina Tytuł oryginału: Marina Autor: Carlos Ruiz Zafón Wydawnictwo: Muza SA Moja ocena: 7/10

Zobacz również

6 komentarze

  1. Z Zafonem planuję się zapoznać już od dawna i marina także jest na liście tych planów. Ale na pewno muszę Cień wiatru poznać i inne części tej serii. Podobno dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też od dawna planuję sobie przeczytanie "Cienia wiatru", tylko jakoś nam nie po drodze :( Ale "Mariną" rozpaliłam swoją ochotę na tę trylogię ;)

      Usuń
  2. „Marina” stoi mi ością w gardle, bo chyba od roku czekam w kolejce. Prawdopodobnie zbuntuję się i kupię sama. ;)

    Erna

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio do mojej biblioteczki dołączył "Więzień nieba" tego autora, więc myślę, że to właśnie od tej książki rozpocznę swoją przygodę z jego twórczością ;)
    Aleja Czytelnika

    OdpowiedzUsuń
  4. Na razie mam za sobą "Grę anioła" i "Księcia Mgły" - obie piekielnie klimatyczne i posiadające taki... subtelny mrok. Nie wiem, czy będziesz wiedziała o co mi chodzi, ale mam nadzieję, że tak. Książki Carlosa od "Gry anioła" biorę zawsze w ciemno - to znaczy kupuję :P, więc jak trafie na Marinę, to nie będę się wahać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tak, wiem o co Ci chodzi i kocham to u Zafóna! <3

      Usuń