Rozejrzyj się.

Godzina 19:43. Tramwaj linii 14. Kierunek Mistrzejowice. Kraków, wieczór. Wracam z uczelni i jedyne, o czym w tym momencie marzę (przy temp...

Godzina 19:43. Tramwaj linii 14. Kierunek Mistrzejowice. Kraków, wieczór. Wracam z uczelni i jedyne, o czym w tym momencie marzę (przy temperaturze na zewnątrz równej 6 stopni) to puszysty koc i gorąca herbata. Gwałcę next mojego iPoda, muszę w końcu odświeżyć playlistę, bo już nie mam czego słuchać. Mój wzrok napotyka przygarbionego mężczyznę. Brudny, śmierdzący, zarośnięty, trzyma w rękach kartkę typu Jestem biedny, nie mam nikogo, pomóżcie ludzie. Powłócząc chorą nogą, snuje się pomiędzy ludźmi, nie mówiąc nic. Reakcja przeciętnego Kowalskiego? Odsunąć się jak najdalej, nie patrzeć, przeklnąć. A ja? Ja najzwyczajniej w świecie zaczęłam płakać. Usiłując się uspokoić, jednocześnie rozmyślałam nad całą sytuacją, co pogrążyło mnie jedynie jeszcze głębiej. BO DLACZEGO?
Idiotyczne, głupie, banalne. Myśli każdy, kto zachowałby się jak wyżej opisany przeciętniak. Po co marnować czas na banały, świata i tak nie zmienimy, jest jak jest i tak dalej. 
Ale czemu by nie skupić się na tej prościźnie? 
Mam 20 lat. Żyję sobie i mam się dobrze. Studiuję, spełniam się na wielu płaszczyznach, mam duże ambicje, plany  na przyszłość i konkretne cele, do realizacji których dążę. A ten człowiek, którego minęłam na ulicy i przeszłam dalej mimo, że prosił mnie o pomoc? Może to pijak. Może sam do tego doprowadził. Jednak, jakkolwiek wyglądałaby jego przeszłość, nie zasłużył sobie na to. Za każdym razem, gdy spotyka mnie podobna sytuacja, po chwili kołacze mi w głowie sygnał, że nie powinnam tego lekceważyć. I wracam. Może to egoizm. Uciszanie wyrzutów sumienia. Ale jeśli ten egoizm ma komukolwiek pomóc, to ja poproszę o więcej. I gwoli ścisłości; w żadnym razie nie chcę stawiać siebie superlatywach. Dążę jedynie do tego, aby nakłonić Cię do patrzenia. Świadomego patrzenia i przede wszystkim widzenia. Zamiast egotycznie absorbować się jedynie czubkiem własnego nosa, warto popatrzeć na drugiego, który stoi tuż obok i być może potrzebuje właśnie Twojej pomocy. 
Można rzucać frazesami o otwarciu oczu na drugiego, o altruizmie i empatii, ale chyba lepiej z miejsca myśli obrócić w czyny, niż gadać sobie w próżnię. Sama mimo wszystko często mam z tym problem. Plączę się w rzeczach materialnych, głupich przyziemnościach, zapominając o tym, co naprawdę ważne. Często ulegam przeświadczeniu, że braki szczęścia można uzupełnić sobie kolejnymi błahościami materialnymi. Działa na chwilę - sprawdziłam na sobie. Lepiej zatem ciągłe branie obrócić o 180 stopni. Wtedy na pewno zauważymy kolejne korzyści, tym razem dużo bardziej trwałe.

Sam pomysł na ten wpis zrodził mi się w głowie w jednej chwili. I mimo, że z pisaniem go, obraniem w słowa i dokończeniem zeszło mi dość sporo czasu (od ostatniego wpisu) to myślę, że nie był to bezowocny czas. Treść układała się we mnie i z dnia na dzień jej przybywało, aż ukazała się w obecnej formie. U mnie samej w ostatnim czasie bardzo dużo się dzieje, więc jak tylko nadarzy się okazja do bardziej paplanego posta to na pewno wszystko (no może prawie) postaram się opowiedzieć.
Was zaś proszę o odzew w temacie przeze mnie poruszonym. I oczywiście o słowo, co myślicie na temat tego typu wpisów? Na dziś to już wszystko, bardzo dziękuję za poświęconą uwagę :)

PS: Od dziś Targi Książki w Krakowie! Kto się wybiera? :>

Zobacz również

5 komentarze

  1. Kiedyś pewien biedny człowiek podszedł do mnie i zapytał, czy mam 20 gr, bo chciałby kupić sobie bułkę. Odparłam, że mogę dać mu kanapkę - ot bułka z jakąś wędliną. Ucieszył się bardzo, bo za 20 gr miałby tylko suchą bułkę, a dostał jeszcze masło i wędlinę. Był taki jakiś... szczęśliwy. Dla mnie to nie był żaden wielki wyczyn, ot dałam tylko kanapkę. Ale zrobiło mi się jakoś tak dziwnie smutno potem. Wielu ludzi naciąga innych na kasę, bo chcą sobie kupić wódkę, albo inne używki. I chyba dlatego w społeczeństwie narodziła się taka znieczulica. A zdarzają się tacy, co naprawdę potrzebują pomocy. Owszem, świata nie zbawimy, ale czasem choć na jedną chwilę możemy komuś pomóc, nawet taką zwykłą kanapką.
    Swoją drogą zgadzam się, że za bardzo przywiązujemy się do rzeczy materialnych, zapominając o tych najważniejszych rzeczach w życiu. Może dlatego dziś świat wygląda tak, jak wygląda...
    Upadająca na ulicy osoba zawsze jest postrzegana jako pijana albo naćpana, a może akurat w tym momencie miała zawał serca albo zemdlała z przemęczenia? Udawanie, że się czegoś nie widzi, jest dla wielu po prostu wygodne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałem okazję ofiarować komuś swoje śniadanie :). Był to dla mnie szok, gdy podeszła do mnie kobieta w wieku mojej mamy i już chciała przede mną uklęknąć by dostać coś na jedzenie. Powiedziałem jej wtedy zgodnie z prawdą, że nie mam ani grosza przy sobie i wyjąłem zapakowane w papier śniadaniowy kanapki. Miała szczęście, że czekał mnie długi dzień w szkole bo w tych dniach mam na prawdę syte śniadanie (kanapka na winie - co się nawinie to z tym robimy). Podziękowała mi serdecznie zaznaczając że jest to dla niej wyjątkowy prezent z rana bo nic nie jadła od dłuższego czasu. Chciałem coś jeszcze zapytać ale odeszła wyraźnie zawstydzona, kanapki od razu otworzyła i zaczęła jeść. Zrobiło mi się naprawdę ciepło na sercu i przez cały dzień w szkole (mimo tego, że teraz to ja jestem bez jedzenia) myślałem o losie tej kobiety i zastanawiałem się jak mogło do tego dojść - przecież mamy jakąś (właśnie, jakąś!) opiekę socjalną.

      Usuń
    2. Otóż to, jest wiele ludzi, którzy, jak już słyszałam "nieźle zarabiają na żebraniu", może dlatego mentalność ludzka jest tak nieczuła. Niemniej jednak sama nie potrafię odmówić, zwłaszcza, gdy ktoś prosi mnie o jedzenie (a nie pieniądze na nie).

      Usuń
  2. Bardzo dobry i mądry tekst, zmusza do refleksji i pozwala docenić własną komfortową sytuację. Co do pomagania, nigdy nie daję pieniędzy. Jeśli ktoś potrzebuje jedzenia, albo pomocy innego typu, chętnie to robię. Jednak ofiarowanie ciężko zarobionych 20 złotych tylko po to, by bezdomny kupił kolejną flaszkę jest bez sensu. W moim mieście pomoc bezdomnym ma się świetnie, są ośrodki dla trzeźwych, są prace interwencyjne, wystraczy tylko chcieć coś zmienić. A siedzenie z kartką to dla mnie jedynie kolejna forma zarabiania pieniędzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, jak wspomniałam wcześniej, słyszałam już różne historie. Jednakże w sytuacji, gdy ktoś prosi mnie o coś do zjedzenia, nigdy nie odmawiam. Po prostu nie potrafię. Moje życie dość często przysyła na moją drogę ludzi z historiami, które poruszają do głębi - jadąc na swoje pierwsze samodzielne i samotne (brzydko to brzmi) wakacje spotkałam w pociągu kobietę, której opowieść prawie doprowadziła mnie do łez - dziękowałam w duchu swoim kanalikom łzowym, że nie wprawiłam tej Pani w zakłopotanie. Bo choć w obecnych czasach roi się od oszustów, to nie można generalizować; zwłaszcza w tak dużym mieście, w jakim obecnie mieszkam. Zawsze trzeba pamiętać; stety i niestety ludzie są różni.

      Usuń