Winter is comming - Gra o tron George R. R. Martina

Martin i jego saga patrzyli na mnie z półki już od dobrego roku (jak to dobrze jest mieć młodszego brata, któremu nie szkoda było kil...


Martin i jego saga patrzyli na mnie z półki już od dobrego roku (jak to dobrze jest mieć młodszego brata, któremu nie szkoda było kilku stów na tak opasłe tomiszcza). Z początku jednak bardzo sceptycznie podchodziłam do całego halo na temat GOT. Serial, który wszyscy oglądali i wychwalali pod niebiosa przepełnił czarę goryczy i tak do tej pory książki leżały na regale odłogiem. Aż do teraz. Ucichły wszechobecne zachwyty, skończył się szał, więc przeprosiliśmy się z Panem Martinem i w końcu zaczęłam lekturę pierwszego tomu. Zawsze, gdy coś staje się tak popularne, mam obawy, czy aby na pewno sprosta moim oczekiwaniom. Wiele razy przecież się nie udało. Tym razem było inaczej.

W Zachodnich Krainach o ośmiu tysiącach lat zapisanej historii widmo wojen i katastrofy nieustannie wisi nad ludźmi. Zbliża się zima, lodowate wichry wieją z północy, gdzie schroniły się wyparte przez ludzi pradawne rasy i starzy bogowie. Zbuntowani władcy na szczęście pokonali szalonego Smoczego Króla, Aerysa Targaryena, zasiadającego na Żelaznym Tronie Zachodnich Krain, lecz obalony władca pozostawił po sobie potomstwo, równie szalone jak on sam. Tron objął Robert - najznamienitszy z buntowników. Minęły już lata pokoju i oto możnowładcy zaczynają grę o tron... (źródło opisu: Wydawnictwo Zysk i S-ka)

Początek był trudny. Gubiłam się totalnie w znajomości bohaterów. Nie mogłam rozróżnić głównych postaci, nie mówiąc już o tych pomniejszych. I jakoś tak.. ciężko mi szło. Strony wolno ubywały (przepadnij, śnieżnobiały papierze drukarski!), co jeszcze bardziej drażniło przy ciężkim rozpoczęciu. Jednak im dalej w las, tym rzadziej myślałam, ile już przeczytałam i skupiałam się tylko na treści. Nie jest to na pewno książka lekka, łatwa i przyjemna. Lektura wymaga dużego zaangażowania od czytelnika (spamiętać te wszystkie wątki i bohaterów – pewnie, udało się, ale po 1/3 książki) i zdecydowanie nie jest do przeczytania od tak, w parę godzin (przynajmniej dla mnie; komu się udało – chapeau bas!). Czy to minus? Nie uważam tak. Dzięki temu możemy dokładniej przyjrzeć się wszystkiemu, a gdy już pojmiemy, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi, satysfakcja z lektury będzie podwójna, gwarantuję.

Gra o tron to książka niezwykle zawiła, z milionem intryg, różnorodnych wątków, o różnych charakterach. Dlatego każdy znajdzie coś dla siebie. Jednak zdecydowanie nie jest to tytuł nadający się na lekturę dla młodszego rodzeństwa. Naturalizm, jakim posługuje się autor jest brutalny, momentami ordynarny i wulgarny. Dosadność i ciętość języka Martina nie zionie bynajmniej prostactwem. Wszystko wydaje się być idealnie wyważone, dzięki czemu Gra o tron nadal zostaje lekturą napisaną ze smakiem.

Jak się ma sprawa z bohaterami? Jeśli chodzi o ilość, jedyne co mogę rzec, to to, że jest ich mnóstwo. Co do postaci, którą obdarzyłam szczególną postacią. Gdybym miała wybrać jedną, byłoby mi ciężko, ale chyba najprzyjemniej brnęłam w fabułę z punktu widzenia młodszych członków rodziny Starków. To takie fascynujące, jak dziecko odbiera i rozumie wypadki związane z wojną, walką o tron, wszechobecną śmiercią i coraz to nowymi intrygami. Bądźmy szczerzy, nie ma co się przywiązywać do jednego bohatera – jest ich tylu pewnie dlatego, żeby autor mógł spokojnie eliminować z gry kolejne osoby. Dlatego niczym zaskakującym nie powinien być fakt, że zanim zdążymy dobrze poznać danego bohatera, okrutny kat zetnie mu głowę lub też zginie w bohaterskiej (lub nie) walce.

Gra o tron to książka dla mnie w pewnie sposób szczególna. Odnowiła moje zamiłowanie do fantastyki i rozbudziła na nowo apetyt na ten gatunek. Śmiało przyznać mogę, że od czasu entego wertowania Harrego Pottera nie trafiłam na tak świetnie napisaną powieść fantasy. To już powinno być wystarczającą rekomendacją. Czemu 9 a nie 10? Tylko dlatego, że tą dziesiątkę zostawiam sobie w zanadrzu na kolejne tomy.

Tytuł: Gra o tron Tytuł oryginału: Game of Thrones Autor: George R. R. Martin Wydawnictwo: Zysk i S-ka Moja ocena: 9/10

Zobacz również

3 komentarze

  1. Jestem dopiero po pierwszym tomie serii i nie mam zielonego pojęcia, kiedy zabiorę się za następny (choć bardzo chcę!). Problem w tym, że z Grą o tron zmagałem się... prawie miesiąc. Męczył mnie ciężki styl, czasem przydługie rozdziały, toteż co jakiś czas odkładałem ją na kilka dni, by odpocząć. Nie zmienia to jednak faktu, że książka jest świetna i oceniam ją podobnie jak Ty ;)

    REVIEW

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też póki co muszę trochę odpocząć od tej sagi zanim sięgnę po kolejną część. Jak mówiłam, była to dla mnie lektura wymagająca, dlatego teraz muszę wziąć się za coś na pauzę :) Nie jestem w stanie czytać takiej literatury non stop, ale na pewno nie żałuję tych przeszło ośmiuset stron ;)

      Usuń
  2. Ja również nie rozumiałam całego boomu na GOT, a serial oglądali właściwie wszyscy moi znajomi. Chyba z czystej przekory trzymałam się i od książek, i od kolejnych odcinków z daleka. Niedawno kolega pożyczył mi książkę, przebrnęłam przez pierwsze 150 stron (ale ze strasznym trudem) i jak na razie utknęłam. Kiedyś pewnie dam Martinowi jeszcze szansę, ale na razie chyba sobie odpuszczę.

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń