Tydzień 2 z projektem #100happydays

Podsumowanie drugiego tygodnia 100 szczęśliwych dni czas zacząć. Hmm, tylko, co by tu.. Bardzo ciężko jest pisać o szczęściu, znajdować ...

Podsumowanie drugiego tygodnia 100 szczęśliwych dni czas zacząć. Hmm, tylko, co by tu..
Bardzo ciężko jest pisać o szczęściu, znajdować szczęście, w ogóle je zauważać, gdy dookoła nas dzieją się rzeczy totalnie niemające z nim nic wspólnego. Dlatego ten tydzień, a przynajmniej jego część była dla mnie ogromnym wyzwaniem.

HAPPYDAY No. 8
Powrót na bloga wiąże się z kolejnymi miłymi doświadczeniami - również ze współpracą z wydawnictwami. Ogromnie mi miło, że mimo mojej kapryśności i niestałości blogowej nadal jestem darzona (jakimkolwiek) zaufaniem i jest mi dane nadal robić to co tak bardzo lubię. Do tego przecież każdy doskonale wie jak kolejna nowa książka na własnej półce cieszy. Tłumaczyć  zatem swojej radości chyba nie muszę.
Btw. Czy ta okładka nie jest cudowna? Mnie po prostu zaczarowała ❤️






HAPPYDAY No. 9
Dziękuję temu Panu po prawej za to, że znosi moje dziwactwa i foszki przez już okrąglutkie dwa lata! Samo zdjęcie jest radością samą w sobie, a D. to temat rzeka w kwestii robienia mojego szczęścia. Mimo, że nie zawsze się z Nim zgadzam, droczę czy tupię nogą ze złości to wiem, że w Nim zamyka się cała moja radość i spełnienie tego świata. A jak kiedyś w to zwątpię i znów potupię sobie na złość, to muszę koniecznie wrócić do tego wpisu. O tak.





HAPPYDAY No. 10
Trzeba się rozpieszczać. Częściej czy rzadziej, trzeba. A jeśli to rozpieszczanie łączyć się będzie ze spełnianiem marzeń (tych głębszych, jak i tych błahych, bardzo niskolotnych) to tym bardziej trzeba to robić. Urodziny za pasem, więc sprawiłam sobie mały prezent. I niech mi ktoś powie, że mi to wszystko łatwo przychodzi. Wszystko, co do tej pory osiągnęłam, miejsce, w którym teraz jestem, to tylko (i aż) dzięki ciężkiej i wytrwałej pracy (nad sobą i nie tylko). Jedni spojrzą z pobłażaniem, inni nie uwierzą. Ja 
za to jestem z siebie dumna. Bo grunt to dążyć z całych sił do wyznaczonych przez siebie celów!


HAPPYDAY No. 11
Są takie dni, kiedy nic nie pomaga. Zawsze wtedy mechanicznie sięgam po mój narkotyk, który trochę mnie przytępi na wszystko wokół. Książka + kawa + łóżko = spokój na parę godzin. A tak, potrzebna jest mi jeszcze cisza. No okej, cisza, albo ewentualnie jedna lub dwie piosenki, które w tym momencie magluję. Tym razem wystarczył piękny szum niczego,  a zrobiło się troszkę lepiej. Właśnie takie dni są wyzwaniem dla kogoś, kto szuka odrobiny szczęścia na każdym kroku. Takie, w których zwykły śmiertelnik zobaczyć może tylko czerń i beznadzieję. Jednak się udało. 


HAPPYDAY No. 12
Świat stanął na głowie, Karolina zaczyna grać. Odkąd mój młodszy brat uraczył się kupnem konsoli, mówiłam sobie, że w końcu muszę nauczyć się grać. Kolejny punkt na mojej Bucket List w końcu czas wykreślić! (Btw. Możeby tak ją tu w końcu zmaterializować, hm?) Dlatego w wolnej chwili zasiadłam przed TV i odpaliłam sobie  III część Wiedźmina. Moje postępy są jakie są (śmieszne), ale będę walczyć, by było coraz lepiej! Wskazówki brata i tony cierpliwości na pewno będą niezbędne, ale przecież w końcu będzie przyzwoicie! No, musi być, ten.



HAPPYDAY No. 13
Moje kolejne uzależnienie, z którego nie mam zamiaru się leczyć. Seriale - temat tak rozległy u mnie, że nadaje się idealnie na osobnego posta (którego notabene miałam w minionym tygodniu sklecić, jednak sprawy tegoż na to nie pozwoliły mi na to). W skrócie to tyle, że jak zacznę jeden sezon któregokolwiek serialu (które oglądam) jest bardzo możliwe, że zatrzymam odtwarzacz dopiero, gdy ten sezon obejrzę w całości. Tak tak, dokładnie, to się równa całym dniom przy komputerze. Ale gdy mam taką okazję, a akcja mnie wciągnie, chętnie z niej korzystam, bo.. Czemu by nie?


HAPPYDAY No. 14 
Tak, dobrze, że ten tydzień już dobiegł końca. Dobrze, mógł zrobić miejsce nadchodzącemu, który ma być przecież lepszy. Musi być. Koniec pracy, koniec tygodnia, koniec stresu. Nic więcej mi nie potrzeba, książka i dużo snu, tyle mi w zupełności wystarczy. No, jeszcze tylko trochę czasu na uporządkowanie sobie wszystkich spraw i to będzie już moja malutka codzienna pełnia szczęścia. Z moich obserwacji wynika, że obecnie najwięcej radości sprawia mi ostatnio produktywnie wykorzystany czas tylko dla mnie. Ale przecież kogo nie cieszy coś, co robi się dla siebie?



Ja wiem. Wpis znowu wyszedł jak potłuczony, a pora, w której go piszę (jest obecnie 23:20) bynajmniej nie sprzyja dodatkowo jego jakości. Ale cóż. Podobno pierwsza myśl jest najlepsza i tak dalej.. Mam nadzieję, że na dniach pojawi się coś jeszcze poza podsumowaniami projektu (w sumie dzięki Bogu za nie, przyciskają mnie skutecznie do jako takiej systematyczności, póki co). Tym razem coś bardziej kulturalnego. Na tą chwilę to tyle, wypatrujcie niebawem czegoś nowego! 💋

Zobacz również

2 komentarze

  1. Świetnie sobie poradziłaś z tym tygodniem, biorąc pod uwagę, że nie był łatwy. A dodam, że mój też do najlepszych nie należał.
    No, ale oby było już tylko lepiej!
    PS. Też grałam w Wiedźmina! Z tym, że w innej wersji, nie na konsoli, niestety. (Moja umiejętność-jej brak raczej-korzystania z mapy rządzi...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przejmuj się, ja bez asekuracji brata czy D. nie potrafię jeszcze wielu innych rzeczy, ale ale.. wszystko przed nami :D

      Usuń