Kosogłos - Suzanne Collins

Tytuł: Kosogłos Tytuł oryginału: Mockingjay Wydawnictwo: Media Rodzina Moja ocena: 7/10 Katniss Everdeen wraz z matką i sio...

Tytuł: Kosogłos
Tytuł oryginału: Mockingjay
Wydawnictwo: Media Rodzina
Moja ocena: 7/10

Katniss Everdeen wraz z matką i siostrą mieszka w Trzynastce - legendarnym podziemnym dystrykcie, który wbrew kłamliwej propagandzie Kapitolu przetrwał, a co więcej, szykuje się do rozprawy z dyktatorską władzą. Katniss mimo początkowej niechęci, wykończona psychicznie i fizycznie ciężkimi przeżyciami na arenie, zgadza się zostać Kosogłosem - symbolem oporu przeciw kapitolińskiemu tyranowi. [Wydawnictwo Media Rodzina]

Przeczytania „Kosogłosa” oczywiście odmówić sobie nie mogłam. Jak można zostawić niedokończoną serię, przecież „W pierścieniu ognia” zostawiło takie zakończenie, że nie sposób tego nie zrobić. Prędzej czy później pewnym było, że książka trafi w moje ręce. Ciągle mając w pamięci ostatnią stronę drugiego tomu trylogii, która mnie wręcz zmiażdżyła, oczekiwałam czegoś, co podtrzyma narzucony wcześniej poziom. NIESTETY, tego poziomu nie znalazłam w „Kosogłosie”.

„Pozbierać jest się dziesięć razy trudniej, niż rozsypać.”*

Cała akcja toczy się wokół Trzynastego Dystryktu, który legendarnie zniknął przed laty z map w całym Panem. Fabuła potrafi wciągnąć czytelnika, jednak nie jest to to, co zaoferowała nam Collins podczas lektury drugiej części (będę się do niej odwoływać pewnie jeszcze nieraz, bo według mnie to najlepsza część trylogii). Sama treść nie tyle mnie znużyła, co może nieco zmęczyła. Brakło mi jednego, kulminacyjnego momentu, który wywołałby efekt wielkiego „łał!”. Sądzę jednak, że był to zamierzony zabieg, zamiast tego, cała książka przepełniona jest przygnębiającymi opisami kolejno ginących osób – mniemam, że autorka chciała przekazać czytelnikowi, jak wielkie spustoszenie i tragiczne skutki przynosi walka (czyli myśl, która ciągnie się przez wszystkie tomy powieści). Książka ma w sobie kilka takich momentów, przy których w głowie miałam „Jak to się mogło stać?”, jednak tym razem w negatywnym tych słów znaczeniu. Byłam trochę rozczarowana po lekturze, ponieważ pisarka uśmierciła mi moje ulubione postaci. 

Jak wcześniej wspomniałam, czuję niedosyt i lekkie rozczarowanie. Nie znaczy to jednak, że książka mi się nie podobała. Akcja tym razem rozwijana jest z większą uwagą, dokładniej i przenosi czytelnika w głąb siebie. Poszczególne jej elementy są naprawdę interesujące, jednak przez to, że rozwijają się bardzo powoli, potrafią miejscami znużyć. 
Co do samej Katniss w „Kosogłosie” działała mi lekko na nerwy; może niekoniecznie była to jej wina, ale jej bezradność, która kontrastowała z tą werwą i zaradnością z poprzednich książek, była dla mnie po prostu irytująca. Mimo, że nie chciała tego, stała się wystawą na publiczną pożywkę – stała się rzeczonym Kosogłosem, wobec którego ja miałam zdecydowanie odmienne oczekiwania. Oprócz tej bezradności jest także ciągłe niezdecydowanie (które z kolei przeszło już z poprzednich części) co do „obiektu westchnień” tej dziewczyny. Tak wiem, wiem, że to ma pokazać niestabilność emocjonalną i złożoność psychiki Katniss, ale dla mnie jest to lekko już drażniące.

Muszę (znowu) jednak przyznać, że mimo, że liczyłam na coś wielkiego, książka jest naprawdę dobra. To przez nieziemskie oczekiwania przyszło rozczarowanie i niedosyt, a przecież „Kosogłos” to nadal jedna z lepszych książek przeczytanych przeze mnie w ostatnim czasie.
Film jeszcze przede mną, dlatego jak tylko będę mogła, obejrzę go, żeby porównać książkową rzeczywistość z wizją reżysera.
Ostatecznie książkę polecam, seria pióra Pani Collins jest po prostu nieziemska i jestem pewna, że przypadnie do gustu każdemu, nawet tym, którzy na co dzień stronią od tego typu literatury.


*- cytat z książki

Zobacz również

14 komentarze

  1. Jak na razie przeczytałam tylko pierwszą część ale z całą pewności wkrótce wezmę się za pozostałe.
    Bardzo ciekawa recenzje :) Zostawiam obserwację i będę wpadać częściej
    http://otwarte-wrota.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i pozdrawiam ;)

      Usuń
  2. Kurcze, wstyd mi. Wszyscy trąbią naokoło 'Igrzyska śmierci to, Kosogłos tam' a ja nawet nie miałam okazji przeczytać tej serii. Może w 2015 nadrobię te zaległości...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie dopisz ją koniecznie na listę "2015", bo naprawdę warto ;) pozdrowienia!

      Usuń
  3. Wszyscy o tej serii mówią, a ja ciągle przechodzę obok niej obojętnie. Trochę wstyd, dlatego może w najbliższym czasie po nią sięgnę :)
    http://sklep-z-pamiatkami.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wyżej, polecam to zmienić, nie pożałujesz ;)

      Usuń
  4. Czytałam całą trylogię zaraz po ukazaniu się pierwszej części filmowo. Nie należałam i nadal nie należę do grona jej wielkich fanów. "Kosogłos" był dla mnie najnudniejszą i najcięższą do przebrnięcia przezeń częścią. Filmu nadal nie obejrzałam, a z książki pamiętam niewiele, dlatego nie do końca rozumiem zachwyt nad tą częścią.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ksosogłos wydawała mi się świetną książką, ale w porównaniu do poprzedniczek najsłabszą, szczególnie przez zakończenie. :( Dzięki coraz częstszym recenzjom mam ochtę na powtórkę sprzed kilku lat. ;)

    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  6. Życzenia świąteczne zawsze najlepiej składać osobiście, jednak ponieważ nie mam takiej możliwości, postanowiłam zrezygnować z oklepanych formułek i dla wszystkich moli książkowych przygotować w tym roku coś specjalnego :). Zapraszam na mojego bloga, na którym znajdziesz filmik, który możesz potraktować jako kartkę świąteczną w wersji deluxe ;). Mam nadzieję, że Ci się spodoba i WESOŁYCH ŚWIĄT! :)
    Pozdrawiam,
    Esa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie za te piękne życzenia świąteczne! :)

      Usuń
  7. Oglądałam film, mam nadzieję, że pod choinką znajdę książkę :D Wesołych! :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeśli chodzi o „Kosogłosa” to jestem pod wrażeniem tak samo jak pierwszej i drugiej części. Mnie także „zmiażdżyła” końcówka „W pierścieniu ognia” i podobnie jak ty skończenie trylogii musiałam przesunąć w czasie. I szczerze powiedziawszy (moim zdaniem) utrzymuje poziom „IŚ” i „WPO”. Nie było kulminacyjnego momentu dla Ciebie?! Dla mnie to była [NIE CZTYTAĆ, SPOOOOOOOJLER] śmierć Prim, która tak mną wstrząsnęła, że nie mogłam się po niej długo pozbierać. [KOOOOOONIEC]. No właśnie, ja także byłam rozczarowana uśmierceniem moich przyjaciół, ale Collins pokazała, że nie ma nic za darmo i wojna nie oszczędza nikogo. Jestem ciekawa Twojego zdania nt. zakończenia. Domyślałaś się takiego rozwoju zdarzeń, czy nie? Jesteś zaskoczona, czy raczej przypuszczałaś, że tak się to może skończyć?
    Film też mam przed sobą, czekam aż pierwsze wersje pojawią się w sieci – to sobie obejrzę *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak dokładnie, myślę, że ta masowa egzekucja, jeśli mogę to tak nazwać, to właśnie miała pokazać. Co do zakończenia (samego epilogu) raczej od początku spodziewałam się właśnie tego co nastąpiło, za to wydarzenia nieco wcześniejsze (sprzed epilogu) mnie naprawdę zaskoczyły.

      Usuń
    2. A ja myślałam,że jednak będzie inaczej, sory, ale od początku Collins zwodziła czytelników. :P Na początku byla zirytowana, ale koniec końców może i dobrze, że tak się skończyło...

      Usuń