Znowu?

Niekonsekwencja mogłaby być moim drugim imieniem. Albo nawet pierwszym, gdyby była taka możliwość. Kolejny raz zostawiłam wszystko bez ...


Niekonsekwencja mogłaby być moim drugim imieniem. Albo nawet pierwszym, gdyby była taka możliwość. Kolejny raz zostawiłam wszystko bez słowa. Kolejny też raz podejmuję próbę powrotu do tego, od czego odeszłam (o zgrozo!) przeszło 5 miesięcy temu. I gdy pytam siebie "dlaczego?", nie potrafię odpowiedzieć nawet sobie samej. A może jedna wiem. Dlaczego odchodzę? Bo nie potrafię zarządzać swoim czasem na tyle dobrze, by znaleźć go na wszystko, na co bym go potrzebowała. A dlaczego wracam? Bo bardzo mi brakuje pisania, ot co. Wiem, że ciągle powtarzam to samo, ale to jedyny powód jaki przychodzi mi na myśl.

W planie miałam po prostu wrzucić recenzję, bez żadnego wprowadzenia wrócić "po wakacjach" do ponownego blogowania. Później przyszła mi myśl, by w pary zdaniach dorzucić krótką wymówkę w poście o książce, dlaczego mnie nie było. W końcu doszłam do wniosku, że napiszę troszkę więcej niż parę słów. Napiszę więcej, bo chcę się z Wami podzielić, co tym razem zmobilizowało mnie do kolejnego powrotu. Wierzcie lub nie, ale była to "wisząca nade mną" recenzja książki dla wydawnictwa.

Kiedy dostałam maila od wydawnictwa XXX (nic nie zdradzam, bo już niebawem owa recenzja) z propozycją zrecenzowania książki XXX bardzo się ucieszyłam, przecież tak dawno nic już od nich nie dostałam, a trafiła mi się naprawdę niezła książkowa gratka. Zgodziłam się oczywiście i gdy tylko książka trafiła w moje ręce, niezwłocznie zaczęłam ją czytać.
Przedziwne było to czytanie, w końcu porządna przerwa dała o sobie znać. Jakbym na nowo zakochiwała się w czytaniu. I mimo tego, że czas na czytanie znajduję ostatnio jedynie korzystając z krakowskich MPKów, powoli brnęłam naprzód i niezmiernie mnie to cieszyło.

Kiedy dzisiejszego deszczowego dnia skończyłam lekturę, poczułam nieodpartą ochotę, żeby tak jak wcześniej, zwyczajnie usiąść przed komputerem i zacząć coś pisać. Tak też zrobiłam. I naprawdę poczułam się lepiej.

Pomijając wszelkie wzniosłe historyjki, napomknę tylko, co się u mnie aktualnie dzieje, bo od ostatniego czasu zmieniło się, zaryzykuję, praktycznie wszystko. Jestem teraz w trakcie studiów. Kierunek: Administracja. Miejsce: Kraków. Jak się z tym czuję? Ciężko to określić, bo chyba dalej (matko, kiedy to nastąpi) to do mnie całkiem nie dochodzi. "Zażywam" teraz studenckiego życia, które niebezpiecznie zaczyna mi już delikatnie powszednieć. Jednak powoli brnę do przodu.
Nie wiem jak będzie. Czy tym razem już nie odzyskam choćby minimalnej sympatii od Was, kto wie, może tak być. Jednak chęć pisania jest jak na razie bardzo duża. I mam nadzieję (znowu się powtarzam), że tym razem będzie trwalsza.

I tym razem obiecuję, ale się wywiążę! Niebawem pojawi się recenzja bardzo głośnej ostatnimi czasy książki, dlatego mimo wyczerpanej już cierpliwości do mnie, zajrzyjcie :)

Zostawiam Was w ten listopadowy wieczór nostalgicznie

Zobacz również

4 komentarze

  1. no to czekam z niecierpliwoscia ...czyzby Religa ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że wróciłaś z jakże długich wakacji… ;) Cóż chyba każda osoba, która pisze ma swoje „załamania” – ja np. przezywałam go w podobnym przedziale czasowym, co Ty, lecz w przeciwieństwie do Ciebie moja „niechęć” objawiła się w komentowaniu i odwiedzaniu blogów innych. Po prostu mi się nie chciało, lecz od pewnego czasu powoli wszystko zaczyna powracać do normy – czyli przestałam „olewać” moich czytelników, którzy prowadzą bloga. Tylko, że postanowiłam odwiedzać tylko tych, którzy jednak przeczytają i skomentują treść postu, a nie tylko napiszą „przeczytam lub nie”. (Tak, możesz czuć się wyróżniona ;)).
    Odnośnie godzenia obowiązków z przyjemnościami – jeśli się chce, to się uda wszystko ;). Idę czytać Recenzję „Zostań, jeśli kochasz” :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, grunt to dobra organizacja czasu, bo bez tego ani rusz.. Ostatnio staram się usilnie, żeby się lepiej zorganizować i od razu inaczej to wygląda :)

      Usuń