Mechaniczna Pomarańcza - Anthony Burgess

Tytuł: Mechaniczna Pomarańcza Tytuł oryginału: A Clockwork Orange Autor: Anthony Burgess Wydawnictwo: Vis-a-vis Moja ocena: ...

Tytuł: Mechaniczna Pomarańcza
Tytuł oryginału: A Clockwork Orange
Autor: Anthony Burgess
Wydawnictwo: Vis-a-vis
Moja ocena: 9/10

„Dobroć to kwestia wyboru. Kiedy człowiek nie może wybierać, to nie jest już ludzkie.”

„Mechanicznej pomarańczy” wpierw nie miałam zamiaru czytać. Raz wywiązała się rozmowa z moim chłopakiem o tym, że chciałam obejrzeć film na jej podstawie, na co On stwierdził, że chciałby przeczytać książkę. Wypożyczył, przeczytał i dał mnie. „Bałam się” trochę tej książki mimo to. Bałam się, że jej po prostu nie zrozumiem i że jestem na nią zbyt głupia. Jednak udało mi się przez nią przejść i nie żałuję ani trochę, że jednak po nią sięgnęłam.

Słówko o fabule wg wydawcy: Obok "1984" Orwella, "Nowego wspaniałego świata" Huxleya, czy "My" Zamiatina - najważniejsza współczesna antyutopia. I nie to jest w niej najokropniejsze, co jej bohaterowie wyczyniają, ale to, co się przy tym dzieje w ich tylko pozornie ludzkiej świadomości. Miasto nie może sobie poradzić z bandami mordujących i gwałcących wyrostków. Pełna makabra zaczyna się, gdy sąd i policja biorą stronę bandytów, zapewniając im bezkarność.

Książka jest pozycją na pierwszy rzut oka po prostu niemożliwą. Antyutopijna wizja świata osadzona poza czasem (bliżej nieokreślona przyszłość) i poza miejscem (prawdopodobnie Londyn czy Nowy Jork) stworzona przez Burgessa jest nie tylko przerażająca i bulwersująca, ale wręcz niezwykle smutna i posępna. Czytelnik zanurzając się w lekturze, nie może przestać zadawać sobie pytania „czy to jest możliwe?”. Alex - główny bohater powieści i zarazem narrator całej akcji posługuję się do obrazowania rzeczywistości wręcz nowego, innego języka. Na początku czytania to właśnie najbardziej zniechęca i demotywuje czytelnika, bowiem na końcu książki znajduje się długi na 10 stron słowniczek niezrozumiałych słów i zwrotów. Start był ciężki – aby cokolwiek zrozumieć ciągle obracałam tylko książkę z pierwszych stron na ostatnie i tak w kółko. Po pewnym czasie „wdrożyłam” się już nieco w ten dziwaczny język i nie musiałam tego robić z taką częstotliwością. Same postaci jak również świat przedstawiony w utworze zostały soczyście przerysowane, co dało nie tylko niezwykle groteskowy, ale również i miejscami przerażający efekt. Po przeczytaniu poczułam pewne „uf”, jednak nie było to spowodowane tym jak beznadziejna była ta książka, tylko tym jak była trudna. Geniusz pisarski szkockiego autora odsłania się czytelnikowi niejako w pełnej krasie zwłaszcza w mistrzowskim słowotwórstwie, które zakrawać może wręcz o właśnie stworzenie języka na cele powieści. Książka skłania czytelnika do refleksji na temat dobra i jego natury. Sama powieść niesie za sobą myśl, że dobra w człowieku nie da się zaszczepić sztucznie, ponieważ musi ono wyjść z niego samoistnie oraz jeżeli człowiek zostanie pozbawiony wolnej woli, wyzbędzie się wnet swego człowieczeństwa, w której naturze leży między innymi właśnie owa wola.


Książka zdecydowanie warta polecenia jako ta „jedna z mądrych”. Będzie to dobry, ale również ambitny start dla tych, którzy chcą oswajać się z klasyką literatury. Serdecznie polecam i czekam na opinie, jak Wam podobała się książka? I jakie inne wartości wynieśliście z jej lektury.

Zobacz również

4 komentarze

  1. No cóż wydaje się być bardzo trudną lekturą, ale od czego są wyzwania? Jak gdzieś znajdę to ze sobą wezmę i będę się zmagać. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już kilka razy byłem bliski jej kupienia, ale co się odwlecze, to nie uciecze, jestem przekonany, że prędzej czy później ją przeczytam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Albowiem dobroć, bierze się z ludzkiego wnętrza. Dobroć to kwestia wyboru. Kiedy człowiek nie może wybierać, to nie jest już ludzkie"
    Mam już książkę i film za sobą. Miałam to szczęście, że tylko coś słyszałam o trudnym języku, ale nie zgłębiałam tematu, więc nie podchodziłam do książki jak do wyzwania. Jestem pełna podziwu dla pracy tłumacza. Jeden z moich znajomych zrezygnował po kilkunastu stronach, bo tak bardzo starał się zrozumieć każde słowo, że przeczytanie strony zajmowało mu wieczność. Tu jednak trzeba dać się porwać, najważniejszy jest sens, a z każdą kolejną minutą czytanie jest łatwiejsze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się z Tobą w 100% :) A dla tłumacza po prostu prawdziwe chapeau bas!

    OdpowiedzUsuń