#8 Najbardziej przereklamowana książka

Dzień ósmy: Najbardziej przereklamowana książka Myśląc "przereklamowany" w kontekście książek od razu przed oczami mam &quo...

Dzień ósmy: Najbardziej przereklamowana książka


Myśląc "przereklamowany" w kontekście książek od razu przed oczami mam "Intruza" Stephanie Meyer. Nie potrafię zrozumieć tak wielkiego fenomenu tej książki, która do mnie kompletnie nie przemówiła, ba, pokuszę się o refleksję, że lekturą tej książki zmarnowałam cenne godziny mojego życia.
Jako głupiutka gimnazjalistka o jeszcze średnio wyrobionym guście literackim zaczytywałam się w sadze Meyer. Biblioteka szkolna zachwycała mnie więc takimi perełkami jak "Drugie życie Bree Tanner" czy choćby ten przeklęty "Intruz". Po "pożarciu" przygód wampira i Belli podreptałam do pani bibliotekarki i poprosiłam o tą właśnie książkę. Szybko też wzięłam się za lekturę. I tutaj właśnie zaczyna się mój koszmar z tą powieścią. A miało być tak pięknie.. Przecież fabuła zapowiadała się wyśmienicie: Dusze opanowują świat, Wagabunda trafia do ciała dziewczyny, jednak ta się broni i żyją sobie dwie w jednym ciele. Pomyślałam - tego jeszcze nie było. Z wielką ochotą zaczęłam czytać, jednak z każdą przeczytaną stroną ta ochota we mnie coraz bardziej rzedła. Książka do najkrótszych nie należy, więc jak już zaczynam coś treściwszego to chcę po prostu zachwycić się na dłużej. Przy "Intruzie" to ja na dłużej, ale się męczyłam. Jeśli książka przez x stron ciągnie motyw, że biedna dziewczyna błąka się po pustyni to zaczyna mnie to trochę irytować. 
Mimo tego, że wokół powieści panował wszechobecny zachwyt, ja po prostu książką się strułam jak wczorajszym obiadem i powiedziałam sobie dość w połowie, nie mogłam jej skończyć. Jak dla mnie lekki dotąd, choć bardzo sztampowy, styl Meyer w tej powieści zmienił się w miałki i po prostu nudził - niestety, nie czegoś takiego szukałam.
Ostatnio jednak miałam okazję obejrzeć adaptację filmową. Oczywiście chłopak tylko powtarzał "przereklamowana mierność, w którą władowali tylko miliony", ja i tak postanowiłam jeszcze raz dać tej historii szansę i obejrzeć go. Stwierdziłam, że może Meyer sobie nie poradziła tak jak chciałam, ale przecież film może wcale nie być taki zły. Obejrzałam. I muszę przyznać, że nie był taki zły, a na pewno zaciekawił mnie bardziej niż książka. 
Mimo to jednak dzięki tej książce w moim doborze lektur zmieniło się jedno. Przestałam tak namiętnie czytywać wszelką fantastykę tego pokroju i zaczęłam się interesować literaturą bardziej "normalną", z czego się cieszę. Przepraszam z góry miłośników "The Host" - to po prostu moja subiektywna opinia, z którą nie każdy musi się zgadzać :)


Piosenka na dziś:
Tyle miłościi! <3

Zobacz również

13 komentarze

  1. nie czytałam tej książki, więc oczywiście nie mam na jej temat żadnego zdania. Jakoś w chwili obecnej nie przychodzi mi do głowy żadna książka, która by mnie aż tak rozczarowała. Jak sobie coś przypomnę, to wdepnę potem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja powiem tyle, że Intruz jest zdecydowanie lepszy od Zmierzchu. A film? Mógłby być lepszy. :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Stephanie Meyer ... nie dość, że jest autorką największych g****n, które byłomi dane czytać, to w dodatku jej twórczością zainspirowała się autorka jeszcze większego g., mam na myśli "50 twarzy Greya". Nie, nie. nie. Zdecydowanie bojkotuje książki Stephanie Meyer.

    OdpowiedzUsuń
  4. "50 twarzy Greya" jeszcze nie czytałam i chyba nie mam zamiaru się za nie brać, bo jak dla mnie to chyba przereklamowanie pokroju "Intruza"

    OdpowiedzUsuń
  5. Też kiedyś zachwycałam się sagą "Zmierzch", ale szybko mi przeszło. Jednak nie jestem do niej negatywnie nastawiona.
    "Intruza" przeczytałam jakoś zaraz przed premierą filmu i mimo że nie byłam uprzedzona, to ta historia w żaden sposób nie była mnie w stanie porwać. Główna bohaterka i jej intruz strasznie mnie irytowały.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie znalazłam w sobie wystarczających pokładów energii żeby przeczytać Zmierzch.
    Intruza próbowałam 'przełknąć' ale po kolejnych rozdziałach, które nie wzbudzały mojego zainteresowania porzuciłam i ją ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś byłam oczarowana "Zmierzchem". A "Intruza" miałam już zamiar poszukać w bibliotece. Jak dobrze,że się wstrzymałam ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że uważasz tą powieść za przereklamowaną - myślałam, że to mogłoby być coś ciekawego, nawet mam "Intruza" na swojej półce, ale czeka na lepsze czasy ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja na razie miałam styczność tylko z filmem i dziwię Ci się, ponieważ moja przyjaciółka kilka razy czytała tą książkę, bo tak jest nią zachwycona, no cóż są gusta i guściki :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Intruz jest jedną z lepszych książek jakich czytałam w życiu a było ich nie mało! Nie rozumiem twojego zdania ale nie mi dane jest oceniać cudze gusta. Napisałaś jednak ze denerwowalo ci to ze sceny trwały po kilka stron i zaczynało cię to nudzić. Wiesz jak ja odbieram ta książkę? Z każdą strona właśnie dzięki tym długim opisom wczuwalam się w postać. Tak jakbym to ja była wagabunda tak jakbym to ja miała kogoś innego w sobie. Cierpialam razem z bohaterką, zakochiwalam się razem z nimi i płakałam razem z nimi. Żadna Książka wcześniej nie zawladnela tak mocno moim sercem. Ale to trzeba poczuć i zrozumieć. Szkoda ze ty tego nie poczulas bo gdy już to się zdarzy... Czujesz się magicznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie jest to kwestia gustu, a ja wyraziłam swoją opinię, więc nie ma o co toczyć sporów :) wiadomo, że każdy lubi co innego

      Usuń
  11. Plus do wszystkich którzy ślepo ufają twojemu gustowi... Przeczytajcie zanim odrzucicie ta pozycję. Obiecuję nie pozalujecie. Przecudowna Książka!

    OdpowiedzUsuń