Trzy metry nad niebem - Federico Moccia

Tytuł: Trzy metry nad niebem Tytuł oryginału: Tre metri sopra il cielo Autor: Federico Moccia Wydawnictwo: Muza ...



Tytuł: Trzy metry nad niebem

Tytuł oryginału: Tre metri sopra il cielo

Autor: Federico Moccia

Wydawnictwo: Muza

Moja ocena: 6/10



„O wiele wyżej. Co najmniej trzy metry nad niebem.”


Skuszona ogólnie panującym zachwytem wokół hiszpańskiej ekranizacji filmu postanowiłam sięgnąć po „Trzy metry..”. Wśród ciągłych „ochów i achów” moich rówieśniczek miło, lecz z lekkim mozołem przewracałam kolejne karty książki. Dużo czasu upłynęło zanim ją skończyłam, ale gdy wreszcie dobiłam do końca doszłam do innego niż moje przypuszczenia wniosku. Musiałam przyznać się przed sobą, że mimo obaw przed przereklamowaną historyjką dla gimnazjalistek, oddając się lekturze książki włoskiego pisarza, przyjemnie upłynął mi czas, a łza nieraz zakręciła mi się w oku.


Babi to dziewczyna z przysłowiowego „dobrego domu”. Step to jej totalne przeciwieństwo. Ona delikatna i grzeczna, on brutalny i wulgarny. Pomimo tego, że tak bardzo się różnią, ich znajomość rozwija się i stopniowo przeradza w gorące uczucie. Zakochują się w sobie i mimo przeciwności pielęgnują wzajemnie swoją miłość.


„Trzy metry nad niebem” to pierwsza książka Federico Mocci jaka trafiła w moje ręce. Mimo, że wcześniej słyszałam o nim to nie miałam okazji zapoznać się z literaturą jego pióra. Książka ta, jak również inne, które włoski autor ma na swoim koncie jest pozycją stricte skierowaną do młodych czytelników, rzec by więcej, czytelniczek. Mówiąc sobie szczerze, mało którego chłopaka zainteresuje rzewna historia miłości, która na pierwszy rzut oka wydaje się być iście pospolita. Z takim właśnie nastawieniem rozpoczęłam jej lekturę. Mimo, że czytało się ją bardzo przyjemnie, bez większych trudności, za sprawą m. in. Prostego języka, jakim została napisana, to nie oczekiwałam od niej niewiadomej wielkości uniesień i refleksji po jej skończeniu. Jednak wraz zakończeniem ostatniej strony książka zostawiła po sobie pozytywne uczucia w mojej głowie, co spowodowane było niecodziennym zakończeniem banalnej, rzec można, historyjki. Sięgając po książkę, oczekiwałam odprężenia i swoistego „odmóżdżenia” od natłoku nauki, lektur szkolnych, zaliczeń i matury, chciałam przypomnieć sobie te beztroskie chwile, w których czytałam właśnie takie lekkie książki. Oczekiwany rezultat osiągnęłam dlatego jestem usatysfakcjonowana. Mimo, że „Trzy metry..” nie jest arcydziełem na miarę Rowling czy Tolkiena to potrafi zaciekawić czytelnika. Nie tylko zaciekawić, ale także wzruszyć – podczas lektury nieraz sięgałam do pudełka z chusteczkami i ocierałam mokre od łez oczy.


Jak wspomniałam już wyżej: może nie jest to fenomen literacki, który za każdym razem i u każdego wywołuje efekt „wow”, ale jest to na pewno książka, która w lekki sposób umili chwile niezbyt wymagającym bądź też szukającym w książce arkadii i odpoczynku jak ja. Dlatego też polecam zwrócić na nią uwagę przede wszystkim czytelniczką, które szukają lekkiej książki, którą czyta się zaraz przed snem.

Zobacz również

0 komentarze